Istota czarodzieja jest bliżej nierozpoznana, a czarownicy nieokiełznana. I od lat wraca to samo pytanie o granicę między światami „tu” i „tam”. Czy można ją przekroczyć? I co właściwie bierzemy ze sobą, kiedy próbujemy zajrzeć na drugą stronę?
Gerald Gardner i zamaskowany gość
Kiedy pisałam ten tekst, polecałam Współczesne czarownictwo Geralda Gardnera. W przywołanym fragmencie zastanawiał się, kim mógł być zamaskowany uczestnik obrzędu, któremu przypisywano rolę Rogatego Boga. I pytał czarownice, czy w ogóle poznałyby takiego gościa, gdyby wszedł do ich kręgu. Sama opowieść Gardnera pokazuje sposób myślenia, z którego wyrastała współczesna Wicca. Dawne procesy o czary to osobna historia. W ich zapisach diabeł pojawia się w języku oskarżeń i w wyobrażeniach epoki. O wyobrażeniach o czarownicach w dawnych procesach.

Jak to onegdaj bywało…
Dawno, dawno temu, gdy my czarownice byłyśmy jeszcze tak małe, jak tylko potrafią maleńkimi być ludzkie istoty, żyłyśmy tak blisko nieba, żeby nie zapomnieć go zupełnie. Przy naszych kołyskach tańczyły magiczne gwiazdy, a w powietrzu unosiło się skrzydlate stado elfich braci albo aniołów.
Gdy byłyśmy dziewczynkami, rodzice kupowali nam książki o czarach i nazywali je bajkami. Choć były o nas, mama i tata uparcie twierdzili, że to ludzkie fantazje. Na świecie nie ma jednorożców ani skrzatów, mówili. A przecież my wiedziałyśmy, że jest inaczej. Że nasze światy pochodziły spoza lustra tego czasu. Książki z bajkami. Oto pierwszy obowiązkowy elementarz magii dla każdej wróżki.

Czarownice współczesne i język sceny
W maju 2011 roku przyglądałam się scenicznej symbolice Lady Gagi. Krzyż, trumna, czerń i metal składały się dla mnie na opowieść o umieraniu pewnego porządku i o tym, co próbuje się z niego wydostać. Sięgnęłam po wykres chwili zadania pytania. Napięcie między Plutonem i Księżycem przy ascendencie, Saturnem u góry wykresu i Uranem u jego podstawy czytałam wtedy jako spór między tym, co dawne, a tym, co domaga się przemiany. Wykres tranzytów z pierwotnego wpisu.

Skojarzyło mi się to wtedy z Samhain. Trumna staje się w takim odczytaniu obrazem końca i zarazem miejscem, z którego wyobraźnia wyprowadza coś nowego. W dawnych notatkach wracało do mnie to zestawienie grobu i kołyski. Ma w sobie trochę z baśni, w których zejście pod ziemię jest dopiero początkiem opowieści.
Od starych opowieści o sabacie po współczesną scenę wciąż wraca to samo pytanie. Co widzimy w tym, co nas przestraszyło? I ile z tego przynieśliśmy ze sobą?
(Archiwum Księgarni Alchemik. Pierwotna publikacja 19 maja 2011 roku.)






Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.