Arthur Edward Waite jest dobrze znany czytelnikom Bohemy z tarota. Talię, którą przez lata nazywaliśmy Rider–Waite, stworzył wspólnie z ilustratorką Pamelą Colman Smith. W Księdze magii ceremonialnej spotykamy go nad zupełnie innymi kartami. Tym razem są to karty starych ksiąg, zapisane modlitwami, pieczęciami i imionami istot, z którymi człowiek chciał się porozumieć.
Co Waite wyczytał z grymuarów
Waite otwiera między innymi Arbatel, Klucz Salomona i Grimorium Verum. Zestawia rytuały, przygląda się ich pochodzeniu i próbuje dociec, skąd biorą się opowieści, które obrosły wokół dawnych ksiąg. W pierwotnym wpisie przytoczyłam jego opis świata magii ceremonialnej. Słowo ma tam moc twórczą, myśl może przybrać kształt, a zmarli i duchy bywają przewodnikami, pomocnikami albo źródłem lęku. Waite przygląda się temu światu zarazem jako człowiek wtajemniczony w zachodnią tradycję ezoteryczną i jako czytelnik, który lubi sprawdzać, skąd wzięła się dana historia.
Gdzie przebiega granica między magią białą a czarną?
Najbardziej zaciekawiło mnie właśnie to pytanie. W grymuarze można prosić anioła o pomoc przeciwko wrogowi. Modlitwa brzmi pobożnie, a przecież jej celem może być odwet. Gdzie wtedy szukać granicy? W imieniu przywoływanej istoty, w słowach ceremonii czy w tym, czego człowiek naprawdę od niej chce? Waite pokazuje, jak szybko podział na dwa kolory zaczyna się chwiać, kiedy przyjrzymy się samym rytuałom.
Polecam tę książkę tym, których ciekawi, co kryje się za pieczęciami, imionami i zaklęciami. Sama zaczęłabym od rozdziału o białej i czarnej magii, a potem zajrzałabym do Klucza Salomona. Łatwiej wtedy zobaczyć, jak z jednego zbioru tekstów wyrosły zupełnie różne wyobrażenia o tym, czym może być ceremonia.
Zdjęcia polskiego wydania




Oryginał angielski. The Book of Ceremonial Magic
Archiwum Księgarni Alchemik. Pierwotna publikacja 4 listopada 2015 roku.






Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.