Kiedyś klient zapytał mnie, czy jestem wróżką. Odpowiedziałam, że bardzo bym chciała. Taką z bajki. Pstryk, ruch różdżki i rzeczywistość naprawiona. Zdradzający partner nagle uczciwy, długi spłacone, matka przestaje wiedzieć lepiej, a dorosłe dziecko oddzwania bez wysyłania trzech wiadomości. Przyznajcie: sympatyczny zawód.
Różdżki wciąż brak, za to przy stole potrafi wydarzyć się coś mniej widowiskowego i znacznie bardziej zaskakującego. Ktoś nagle słyszy własne pytanie inaczej. Jedna karta przesuwa rozmowę w stronę, której jeszcze przed chwilą wcale nie było widać.
Wróżka wstydzi się wróżki
Doradca, przewodniczka, tarocistka, astrolożka. Każde słowo uruchamia inną scenografię. Mnie najbardziej ciekawi to, z jakim wyobrażeniem przychodzi człowiek. Szuka przepowiedni, języka dla własnej historii, a może po prostu kogoś, z kim można zadać niewygodne pytanie?
Przy kartach i horoskopie pracuję z obrazem, znaczeniem i rozmową. Konsultacja astrologiczna czy tarotowa ma własny zakres i nie zastępuje psychoterapii. Ta różnica pozwala spokojnie zająć się tym, co właśnie tutaj może się wydarzyć.
Słowo „wróżka” przynosi ze sobą szklaną kulę, bajkę, datę spotkania wysokiego bruneta. Bywa, że wraz z nim przychodzi zwykła tęsknota, żeby ktoś zajrzał trochę dalej. Rozumiem ją. Sama wolę zacząć od tego, co już leży pomiędzy nami na stole.
Karta otwiera opowieść
Interesują mnie możliwości, obrazy i ten moment, w którym człowiek rozpoznaje w karcie własny temat. Tarot ma również tradycję wróżebną, ale mój sposób pracy zaczyna się od rozmowy. Przyszłość pozostaje otwarta.

Na karcie pojawia się droga, zamknięta brama, ktoś odwraca wzrok. Co w tym obrazie jest właśnie nasze? Czasem jedno skojarzenie przywołuje pomysł, który czekał gdzieś z boku. Czasem opór okazuje się ciekawszy od zgody.
Wyobraźmy sobie lodówkę. Są w niej konkretne produkty. Mogę ugotować obiad, zrobić coś na szybko, mogę też otwierać ją co dziesięć minut i jeść bez zastanowienia. Te same składniki nie dają jednej obowiązkowej potrawy. Znaczenie ma to, co umiem, czego chcę i na co się decyduję. W życiu dochodzą jeszcze inni ludzie, pieniądze, zdrowie, przypadek, możliwość zrobienia zakupów i nauczenia się nowego przepisu. Metafora ma pomagać, a nie zamykać człowieka w kuchni na zawsze.
W astrologicznym kalendarzu lubię widzieć zmianę rytmu. Rozmowa wraca, pomysł dojrzewa, coś prosi o domknięcie. Daty układają opowieść, ale szczególnie interesuje mnie to, co człowiek dopisuje do niej własnym doświadczeniem.
Gdy człowiek płacze przy stole
Ktoś zaczyna od związku, a za chwilę opowiada o stracie, rodzinie albo samotności. Wtedy karta potrafi poczekać. Cisza przy stole też ma swoje miejsce w rozmowie.
Symboliczny Pluton może pomóc nazwać przemianę, Saturn granicę, Księżyc potrzebę oparcia. Każde z tych słów brzmi inaczej w konkretnej historii. Ciekawi mnie właśnie ten własny odcień, który pojawia się dopiero, kiedy ktoś zaczyna mówić.
Gdy temat wykracza poza zakres konsultacji, można nazwać potrzebę odpowiedniej pomocy. A przy naszym stole zostawić miejsce na pytanie, które jesteśmy gotowi wspólnie podjąć.
Co może powstać z tych składników
Jest też druga pułapka. Zamiast straszyć, można obiecać wszystko. W kartach ma pani miłość, sukces, wielkie możliwości. Świetnie. Co z tego wynika we wtorek o siedemnastej, kiedy trzeba odbyć trudną rozmowę albo wysłać dokumenty?
Chciałabym, żeby po rozmowie zostało coś własnego. Nowe pytanie, trafne porównanie, zdanie, które nagle porządkuje chaos. Małe odkrycie potrafi później przypomnieć się w zupełnie zwyczajnym momencie.
Możliwości mają różne drzwi. Jedne otwierają się łatwo, inne dopiero po czasie, a przy jeszcze innych okazuje się, że wcale nie chcemy wejść. Lubię przyglądać się tej różnicy, zamiast wręczać człowiekowi jeden gotowy klucz.
Możecie nazywać mnie tarocistką, astrolożką, potocznie wróżką. Bardziej od etykiety interesuje mnie to, co wydarzy się przy stole. Czy dostaniesz przestrzeń na własną myśl, czy kolejną osobę, która już wie lepiej, jak masz żyć.
O własnym języku potrafię żartować językiem Marsa w Bliźniętach: szybko, ostro, czasem niewygodnie. Nie chcę wygładzać każdej myśli, żeby pasowała do opisu kolejnej miłej usługi. Lubię pytania, przy których człowiek musi się zatrzymać. Sama również. Pazur ma wydobywać temat, a nie ranić dla samego efektu.
Różdżki nadal mi nie wydali. Zostały karty, horoskop, rozmowa i ten szczególny moment, kiedy ktoś mówi „właśnie, przecież o to mi chodziło”. Jak na spotkanie przy stole, całkiem dużo magii.
Spotkajmy się w Bohemie
Agata Burchardt
Konsultacje astrologiczne i tarotowe.
Poznań, ul. Garbary 49.
Spotkania po wcześniejszym uzgodnieniu terminu.






Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.